piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 2: Czas urodzin (część 2)

8 lipca 2015

Godzina 10.24

Długie rude włosy w makaronie, jedwabna chustka, noże i damski śpiew. Wydawało się dziwne, ale jak dla mnie zajebiście! Nowa przygoda! Może dla innych to nie normalne, a dla mnie nie! Wtedy pomyślałam, że pójdę do spelunki gdzie gram z zespołem. Szybko przebrałam i zabrałam moją laskę w kształcie klucza wiolinowego. Zamknęłam dom na wszystkie spusty jak i okna, i pojechałam rowerem. Dalej od Święta Wiosny był ozdobiony kwiatami, chustami, liśćmi i wiankami. Pod droga wiele drzew miało na sobie, tak zwaną "srajtęcze". 

Godzina 10.40

I tak sobie jechałam, i jechałam, aż dojechałam. Złe jest w tym to, że pod droga rozwaliłam sobie telefon. Głupia ironia losu. Była to spelunka "Uchlewacz". Na serio.
Chłopaków i oczywiście Emilię już na miejscu. Kupiłam za mierne kieszonkowe kebaba. Zjadłam i ustawiliśmy się do grania. Rychliś poszedł na perkusje, Emilia na keyboard, Dominik z tamburynem zaczął śpiewać. Ja oczywiście grałam na mojej ukochanej gitarze elektrycznej. Graliśmy sobie tak przez 20 minut, gdy do baru przybyło co raz więcej ludzi, a w tym kobieta o rudych włosach.

Godzina 11.45

Skończyliśmy grać i podeszłam do rudowłosej się zapytać.
-Dzieeeeń doobryy czy to twoje?-z ledwością wydusiłam z gardła.
-Witaj! Tak, nasza wybawicielko!- powiedziała z uśmiechem, a ja tylko na nią dziwnie popatrzyłam.-To ty o tym nie wiesz?! Chodź z nami! A, zapomniałabym sto lat!
-Z wami jakimi wami?-pytałam ze zdziwieniem- Dzięki!
I zaprowadziła mnie na tył baru. Moim oczom okazał się widok dwóch pięknych jednorożców.
"Już wiem skąd ta tęcza w lesie!" pomyślałam i nagle zobaczyłam chłopaka, który miał ponad dwa metry. Był brunetem o niebieskich oczach. Na pewno jest to jego cecha rozpoznawcza.
-Cześć, Korneliana. Jestem Asa, Asa Butters, a ten rudzielec to moja siostra Ada Butters-zaczął mówić ciepłym głosem.-Przepraszam za nią w nocy i dziś rano. 
-Nie musisz przepraszać. Ona na nowo powinna mi ugotować makaron. Kudły tam swoje zostawiła-skarżyłam się-Niech je zwiąże, a nie ludziom do obiadów wkłada!
Zaczęli się śmiać. Z byle jakiego powodu.
-Idę do łazienki. Zaraz wracam.-powiedziałam i sobie poszłam. Pod droga wiele myślałam.
"Czemu ja? Mama pewnie miała rację. Co oni chcą mi pokazać? Jednorożce są słodkie! Dobra, nie ogarniam nie będę sobie mózgu przesilała."

Godzina 11.57

Wychodziłam przez zawalone zaplecze, gdy nagle coś na mnie spadło.
-O japierdocze! Co to ma być!-zaczęłam się drzeć-Eeeh sorka...
Tylko się na mnie spojrzeli jak na dziwaczkę i Ada zaczęła mówić.
-Dziękujmy Mambie, że tak łatwo cię znaleźliśmy! Na pewno nie wiesz kto to Mamba. Mamba to bogini wszystkich kobiety, która jest wybawczynią, a ty nią jesteś!-skakała z radości i kazali mi wsiadać na jednorożca.
-A gdzie my lecimy?-zapytałam z przerażeniem.
-Najpierw do twojego domu coś ci pokazać.-z suchością w gardle wypowiedział chłopak.
-Asa? Nie będziesz zły?-zaczęła go pytać jego siostra.-Zostawiłam uśpionego Teema na dachu!
-Coooo?! Jak będziemy w domu to cię porządnie opierniczę!-wykrzyknął wściekle Asa i polecieliśmy na jednorożkach.

Godzina 12.10

Po trzynastu minutach latania, a to było bardzo szybko. Ta wielka sierota mnie z niego zrzuciła. Weszliśmy oknem dachowym, a Ada o mało nie utknęła. Zeszłam na dół, bo tak czy siak dalej byłam głodna, chociaż jadłam kebaba od Jaśka. Ugotowałam wszystkim kurczaka z ziemnaczorami i się spakowałam w mój ukochany plecaczek.
-Gotowa?-zapytali oboje jednocześnie.
-Tak, ale co z Emilią? Jutro ją weźniemy?-odpowiedziałam pytając równocześnie.-Kim wy jesteście dokładnie?
-Ja jestem Paladynem, a Ada nocnym łowcą.-powiedział z uśmiechem i musieliśmy już ruszać, ponieważ droga jest bardzo długa.



-----------------------------------------------------------------------

Tak, tak wiem szybko skończyłam, ale nie chciałam wielkiego przeskoku w opowiadaniu robić. :D 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz